Wywiad dla Salonu24: Domagamy się prawdy o Smoleńsku

O  tragedii smoleńskiej, Lechu i Marii Kaczyńskich – wywiad z posłanką PiS Małgorzatą Gosiewską

Adam Zawadzki: Na pokładzie „lotu 101”  z 10 kwietnia 2010 r byli pani przyjaciele i znajomi. Gdzie zastała panią wiadomość o katastrofie?

Małgorzata Gosiewska: To bardzo bolesne wspomnienie. Byłam w domu. Planowałam obejrzeć transmisje z uroczystości katyńskich. Zadzwonił kolega z Lublina. Mówił coś o samolocie i żebym włączyła telewizor.  Chyba strasznie krzyknęłam, bo z drugiego pokoju przebiegł syn. Mój Prezydent? Katastrofa? Samolot? Przed oczyma stanęła mi lista, jaka widziałam kilka dni wcześniej w Kancelarii: Jarosław, Władek, Olek, Sławek, Krzysztof, Ola, Paweł, Mariusz – to koniec. Koniec Polski (wtedy myślałam, że był tam tez Jarosław Kaczyński). Syn złapał mnie za rękę. – Mamo, kto był jeszcze w tym samolocie? Nigdy nie zapomnę jego oczu, jego spojrzenia. W tym momencie uzmysłowiłam sobie, ze na liście był jego ojciec. Przytuliłam go mocno, ale w jego oczach dalej było to pytanie. Pytanie i zarazem nadzieja, że powiem iż go tam nie było. Chwyciłam telefon, próbowałam gdzieś się dodzwonić, sprawdzić. Wszystkie telefony albo nie odpowiadały, albo były zajęte. Przemka telefon był głuchy. Szybka decyzja- jedziemy do Pałacu. Nie wiem, jak udało nam się tam dotrzeć. Na miejscu było już kilka osób. Docierali kolejni. I lista osób. Tak. Przemek tez tam był. Tuliłam syna i nie mogłam zrobić nic więcej. Im bardziej docierał do mnie rozmiar tragedii, zaczynałam zamieniać się w robot. W jakaś beznamiętną maszynę pozbawiona emocji. Mijały godziny. Pod Pałacem zaczął gromadzić się tłum. Wtedy tego nie widziałam. Pamiętam, że ciągle dzwonił telefon. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Jednak rozumiałam, że dzwonią znajomi by sprawdzić, czy żyje, czy nie było mnie w tym samolocie.

Była pani kilkanaście godzin po katastrofie  na miejscu. Co w takich chwilach się czuje?

Ktoś powiedział, ze Jarosław leci do Smoleńska, że przygotowywany jest samolot. Zdecydowałam, że muszę tam polecieć. Na pokładzie samolotu panowała cisza. Wyjęłam z kieszeni różaniec. Modliłam się. Tylko modlitwa przynosiła spokój. Wspominając teraz tamte godziny, późniejsze dni, tygodnie dziękuje Bogu za łaskę wiary. Lądowanie w Witebsku i dalej autobus. Patrzyłam z podziwem na Jarosława. Był opanowany. Poprawiał zredagowane wcześniej komunikaty. Przez Białoruś jechaliśmy bez problemów. Trasy dojazdowe do naszej były poblokowane by nasz przejazd mógł odbywać się bezkolizyjnie. Milicjanci, którzy zabezpieczyli trasę salutowali. Wszystko zmieniło się po stronie rosyjskiej. Po jakimś czasie zrozumieliśmy dlaczego. Rozpoczął się wyścig, kto będzie pierwszy. Minęła nas kolumna samochodów. To Donald Tusk ze swoją ekipa, pędził na spotkanie z Putinem. Dojechaliśmy do Smoleńska, ale za wcześnie. Skierowano więc nas na zła drogę, a potem, gdy wreszcie dotarliśmy do bramy lotniska, zatrzymano nas. Noc, zimno, błoto. W tym błocie na obskurnych noszach, przykryte brudna biała szmata trzy ciała…Ciało Prezydenta Polski i to błoto. Ten widok będzie mi towarzyszył już zawsze. I sowieccy żołnierze  w długich buciorach przechodzący nad ciałem Prezydenta jak nad kłodą drewna. Żadnej biało – czerwonej flagi, żadnych honorów. Kilkanaście metrów dalej premier Tusk ściskający Władimira Putina. Czy tak zachował by się ktoś, kto kocha swój kraj? Czy tak zachowałby się premier jakiegokolwiek kraju wobec swojego rodaka? A wobec prezydenta swojego kraju? Co stało się z naszym społeczeństwem, ze taki człowiek dalej piastuje funkcje premiera?

Później przyszedł czas pożegnań i tygodniowa żałoba narodowa. Jak zapamiętała pani ten okres?

Wszyscy byliśmy jak w transie. Najpierw Msze Św. w różnych kościołach za poszczególne osoby. I odbieranie Ich z lotniska. Warta honorowa przy Parze Prezydenckiej. I pogrzeby. Każdego wieczoru planowanie kolejnego dnia. Żeby do każdego zdążyć, z każdym moc się pożegnać. Dwa, trzy pogrzeby dziennie. Łapałam się na nieustannym nuceniu „Anielski orszak niech twa dusze przyjmie…”. Pamiętam jak przywieziono Przemka. Był jednym z ostatnich. Towarzyszyłam mu wraz z synem w drodze z lotniska na Torwar. A swoją droga kto był tak okrutny by wymyślić takie miejsce dla zwiezienia naszych bliskich? Wielka zimna hala i rzędy trumien. Była już noc, a wzdłuż trasy przejazdu stał w milczeniu tłum. Biało – czerwone flagi, płonące znicze.  W pewnym momencie mój syn krzyknął – Mamo, popatrz, gruzińska flaga.  Tak, Gruzini tez towarzyszyli tej ostatniej drodze Przemysława. Zapamiętałam tez pogrzeb Arkadiusza Protasiuka. Już wtedy przez włodarzy naszego kraju uznanego za winnego. Nie pojawił się na nim nikt z tzw. ważnych. Żadnego ministra, żadnego posła. W jego obronie stawali tylko przyjaciele.

Media nie były dla prezydenta  zbyt łaskawe. Często przedstawiany był jako osoba skryta, mrukliwa i nie mającej poczucia humoru. Jaki był Lech Kaczyński prywatnie?

Nie były i nie są. Skryta, mrukliwa i nie mająca poczucia humoru. Był zaprzeczeniem tych słów. I każdy, kto miał szczęście poznania Go, choć krótkiej z Nim rozmowy potwierdzi moje zdanie. Był niezwykle ciepła osoba. Lubił rozmawiać z ludźmi – to niestety rzadka cecha u polityków. Niezwykle wysoko cenił przyjaźń. Nawet gdy wystawiana była na poważne próby. Myślę tu np. o dawnych współpracownikach KOR- u. Nie nosił w sercu słów, jakie czasami z tamtej strony padały pod jego adresem. Często obracał je w żart. Bardzo wysoko cenił lojalność. Gdy przedstawiał mnie komuś, tak już nieoficjalnie, wracał do historii z 1991 roku, do wyborów na przewodniczącego NSZZ „Solidarność”. Ponieważ Przemka odsunięto wtedy od organizacji Zjazdu, na mnie spadła koordynacja działań mających na celu zbudowanie poparcia dla kandydatury Lecha Kaczyńskiego na Szefa związku. Przegraliśmy wtedy te wybory. A ja popłakałam się jak mała dziewczynka. Czułam się winna, chociaż wtedy ta bitwa była chyba nie do wygrania. Opowiadał o tym z wielka czułością.

Maria Kaczyńska – Czy rzeczywiście była osobą niezwykle ciepłą i życzliwą?

Tak. To czuło się na każdym kroku, przy każdym spotkaniu. I tak pięknie dbała o Pana Prezydenta. Z taka miłością odnosiła się do Niego. Troszczyła się tez o wszystkich Jego  współpracowników, ich rodziny.  Szczególnie kochała dzieci, zwłaszcza te skrzywdzone przez los- chore, niepełnosprawne czy te, którym dane było doświadczyć okrucieństwa wojny. Pamiętam, jak tuliła do serca dzieci gruzińskie czy palestyńskie. Jak bardzo przejmowała się ich losem. Wielokrotnie osobiście sprawdzała czy opieka nad nimi jest właściwa, pytała, czy nie możemy zrobić dla nich więcej.  A przy tym wszystkim mądra, elegancka, prawdziwa Pierwsza Dama.

Jak pani wspomina pracę u boku prezydenta? Za co najbardziej go pani ceniła?

To był najwspanialszy okres w moim życiu. Tak wiele mogłam się od niego nauczyć. Dla Lecha Kaczyńskiego polityka to była służba. Służba ludziom i Polsce. Będąc prezydentem dla swoich współpracowników pozostał do końca wielkim przyjacielem. Przyjacielem do którego można było pójść z każdym problemem. I mimo swoich wielu obowiązków zawsze znalazł czas by wysłuchać, poradzić. Bardzo mi tego brak.

Które najważniejsze idee Lecha Kaczyńskiego powinny być kontynuowane i w jaki sposób?

Jest ich wiele. Dla mnie ważną sprawą jest kontynuowanie jego idei polityki historycznej, oraz upamiętnienia „Żołnierzy Wyklętych”. Przypomnę, że to Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy otworzył Muzeum Powstania Warszawskiego.  Zaś po wyborze na urząd prezydenta Rzeczpospolitej  kontynuował proces przywracania historii postaci, miejsc zapomnianych przez lata PRL-u. Zginął zaś w drodze na uroczystości katyńskie.  Bez wątpienia, polityka historyczna prezydenta Kaczyńskiego stanowi jeden z głównych czynników, który pozwolił polskim ofiarom i męczennikom sowieckich kaźni, odzyskać należyte miejsce w świadomości i w sercach niemalże całego świata.

Śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej napotyka na kolejne przeszkody. Komisja Millera powtórzyła większości ustalenia MAK. Im dalej od katastrofy  tym częściej wiele osób sprowadza jej wyjaśnienie tylko do „zamachu”, „uderzenia w brzozę” czy „sztucznej mgły”. Czy wierzy Pani, że uda się poznać przyczyny tej tragedii?

Tak, jestem o tym przekonana. Nie spoczniemy, póki nie wyjaśnimy tej sprawy. A ci, którzy stoją za tym zamachem, tak, zamachem – niech nie śpią spokojnie. Przyjdzie czas, ze staną przed sądem. Jedni przed polskim, inni przed międzynarodowym.

Przed obchodami 10 kwietnia, obserwowaliśmy próby blokowania uroczystości przez władze Warszawy oraz ataki na śp. Lecha Kaczyńskiego. Jak żyje się w państwie w którym profanowana jest pamięć o najbliższych osobach?

Jak? Jak może wyglądać nasze życie po takiej tragedii? Tragedii nie wyjaśnionej, obśmiewanej. Czy można pożegnać bliskich nie wiedząc co faktycznie się stało? Jak wyglądały ich ostatnie chwile? Jak żyć w państwie, w którym najważniejsze funkcje pełnia ludzie, którzy przyczynili się do śmierci naszych bliskich, którzy dopuścili do znieważania zwłok naszych bliskich?  W stolicy Gruzji dzisiaj odsłonięty zostanie pomnik  prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Stanie na skwerze przy ulicy Jego imienia. A co robi prezydent Warszawy? Dość już milczenia, dyplomatycznych słówek. Domagamy się prawdy o tym, co stało się  w Smoleńsku! Domagamy się prawdy o naszych bliskich, o ich pracy na rzecz  Rzeczpospolitej. Domagamy się osądzenia winnych.

Źródło: Blog Adama Zawadzkiego na Salon24.pl