Prasa o akcji pomocy Daniilowi

Uratujmy małego Daniila!

Dzisiaj w Warszawie w samo południe, odbyła się konferencja pt. Uratujmy małego Danilla. Daniil Sannikow to 3-letni syn opozycyjnego kandydata na Prezydenta Białorusi Andreja Sannikowa. Andriej wraz z żoną, Iryną Chalip, korespondentką rosyjskiej gazety „Noavaja Gazeta” przebywają obecnie w białoruskim więzieniu. Grozi im wyrok od 5 do 15 lat więzienia. Dzieckiem zajmują się dziadkowie, jednak „troskliwe” służby białoruskie robią wszystko, by odebrać im dziecko i umieścić je w domu dziecka.

Mały Daniil bardzo tęskni za rodzicami. Od 19 grudnia nie miał z nimi najmniejszego kontaktu. W tym samym czasie białoruskie służby próbowały porwać go z przedszkola, a dom dziadków w którym obecnie się znajduje był przeszukiwany. Cel białoruskich władz jest jasny. Chcą umieścić małego Daniila w sierocińcu. Nie możemy do tego dopuścić!

Video z konferencji można obejrzeć tutaj: http://www.youtube.com/watch?v=zb5EDYVnnn4

Na konferencji połączono się telemostem z Babcią Danilla, która nie widziała swojego syna od grudnia 2010 roku. Babcia mówiła, że listy nie dochodzą do wiezienia KGB w którym jest jej syn i synowa. Mały chłopczyk co drugi dzień jest nachodzony w przedszkolu.

Na stronie www.naszasolidarnosc.pl zbierane są podpisy!

Konferencje zorganizowała Małgorzata Gosiewska, naszasolidarnosc.pl, TV Belsat. Poprowadził Krzysztof Skowroński

Bój o synka opozycjonisty

Andrzej Pisalnik

W areszcie KGB siedzi wnuczka przedwojennego polskiego pianisty i kompozytora Jerzego Belzackiego.

Iryna Chalip jest białoruską dziennikarką, żoną Andreja Sannikaua, rywala prezydenta Aleksandra Łukaszenki w ostatnich wyborach. Podobnie jak mężowi grozi jej od 5 do 15 lat więzienia. Podczas gdy rodzice siedzą za kratkami, ich trzyletnim synkiem Daniłem opiekują się dziadkowie Lucyna i Uładzimir Chalip.

Pani Lucyna ma prawie 75 lat, ale komisja lekarska na szczęście uznała, że stan zdrowia pozwala jej opiekować się wnukiem. Te badania to część procedury przyznania prawa do opieki, o które pani Lucyna wystąpiła 24 grudnia. Wtedy – zaledwie kilka dni po wyborach prezydenckich i aresztowaniu przywódców białoruskiej opozycji – na zlecenie KGB Daniłem zainteresowała się opieka społeczna.

Urzędnicy przyszli do przedszkola i oznajmili, że zajmą się chłopcem. – Zadzwonili do mnie z przedszkola, gdy z mężem nieśliśmy paczkę do aresztu KGB – wspomina pani Lucyna. Rozmawiamy w domowym gabinecie Andreja Sannikaua. Pani Lucyna mieszka teraz w domu córki i zięcia, opiekując się Dańką.

Danił powinien już spać, ale co i rusz zagląda do gabinetu taty. Za pierwszym razem powiedział, że „chce siusiu”, za drugim prosił, żeby babcia przyniosła mu do łóżeczka samochodziki, a za trzecim pochwalił się, że sam włączył podgrzewanie podłogi w łazience. – Rozpieszczam go, ale cóż mogę zrobić? Tak mi szkoda tego nieszczęsnego dziecka – mówi pani Lucyna. I opowiada, że jej mąż Uładzimir tak się przejął aresztowaniem córki, że dostał wylewu.

Jazzman z II RP

Ojciec Lucyny, dziadek Iryny i pradziadek Dańki, nazywał się Jerzy Belzacki. Był znanym polskim, a później sowieckim pianistą jazzowym. Przed wojną jako działacz Związku Zawodowego Muzyków Rzeczypospolitej Polskiej załatwił wielu swoim kolegom wizy do Stanów Zjednoczonych. Dzięki temu mogli wyjechać i uniknąć wojny oraz Holokaustu.

Sam Belzacki, choć był Żydem i groziło mu śmiertelne niebezpieczeństwo, z możliwości wyjazdu do Ameryki nie skorzystał. – Nigdy nie skarżył się z tego powodu. Nie rozpamiętywał tego – zapewnia pani Lucyna. Według niej Belzacki, wbrew powszechnej opinii, podczas kampanii wrześniowej wcale nie został ewakuowany wraz z pracownikami Polskiego Radia.

– Nikt go nie ewakuował. Po 17 września sam uciekł z okupowanej przez Niemców Warszawy – opowiada pani Lucyna. – Szukał schronienia dla siebie i rodziny – dodaje. Belzacki przedostał się do Białegostoku, który znajdował się pod okupacją sowiecką. Tam zauważył go pierwszy sekretarz Białoruskiej Partii Komunistycznej Pantelejmon Ponomarienko.

Komunista był wielbicielem jazzu, więc powierzył Belzackiemu tworzenie w Białymstoku orkiestry, która nosiła oficjalną nazwę Państwowego Jazzu Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej. – Potem tata ściągnął ze Lwowa Adiego Rosnera i orkiestrę zaczęto nazywać Orkiestrą Rosnera – opowiada pani Lucyna.

Nazwisko Rosnera było idealne, aby wypromować zespół. Należał do najbardziej znanych i cenionych w tamtych czasach muzyków jazzowych. Nazywano go białym Louisem Armstrongiem z powodu znakomitej gry na trąbce. – De facto to jednak ojciec kierował orkiestrą, pisał wszystkie aranżacje i był jej kierownikiem muzycznym – twierdzi Lucyna Chalip.

Orkiestra Rosnera podczas wojny występowała w całym Związku Sowieckim. – Mieszkaliśmy, muzycy i ich rodziny, w wagonie, który doczepiano do pociągów – wspomina moja rozmówczyni. Paradoksalnie to właśnie czas wojny był najlepszym okresem w karierze Belzackiego.

Wtedy byli najbardziej popularni i doceniani zarówno przez publiczność, jak i partyjnych aparatczyków. Być może właśnie to sprawiło, że ani Rosner, ani Belzacki nie skorzystali z możliwości wyjazdu z „nieludzkiej ziemi” wraz z armią Andersa. Do polskiego wojska zaciągnęło się jednak wielu muzyków z orkiestry, zasilając tworzone w armii zespoły Henryka Warsa, Henryka Golda i Jerzego Petersburskiego.

Błąd Belzackiego

Pani Lucyna przyznaje, że decyzja o pozostaniu w Sowietach była błędem. Nie osądza jednak ojca, choć po wojnie on sam i jego rodzina zaznali sowieckiej biedy. Orkiestrę w 1946 roku zlikwidowano, gdy Rosnera wysłano do łagru za „kosmopolityzm”. Belzacki z rodziną wrócił do Mińska, gdzie musiał pracować jako zwykły akompaniator i grać w cyrku.

– Było to oczywiście upokarzające dla muzyka o takich kwalifikacjach, ale trzeba było z czegoś żyć – wspomina pani Lucyna, dodając, że dzięki tej pracy ojcu przydzielono pokój w mieszkaniu komunalnym i rodzina miała gdzie mieszkać.

Pani Lucyna mówi, że w Sowietach ojciec miał problemy z powodu żydowskiego pochodzenia. – Kiedy zaczął kierować Orkiestrą Białoruskiego Radia i Telewizji, kurator miał pretensje do ojca, że zatrudnia zbyt wielu Żydów – wspomina. I dodaje, że gdy zaczął komponować muzykę do filmów, zawsze dopisywano mu jakiegoś współautora – kompozytora białoruskiego.

– Wystarczyło, by taki kompozytor skomponował jedną piosenkę do filmu, a pisano, że współtworzył całą ścieżkę dźwiękową – opowiada. Gdy pytam, czy Jerzy Belzacki miał do czynienia z antysemityzmem także w przedwojennej Polsce, pani Lucyna przyznaje, że wspominał, jak studenci Polacy nie chcieli siadać w jednej ławce z Żydami. – To, że był Żydem, nie przeszkodziło mu jednak w ukończeniu Wyższej Szkoły Muzycznej im. Szopena – zaznacza.

Już w wieku 15 lat Jerzy Belzacki zaczął zarabiać, grając w warszawskich kabaretach. Znał całą przedwojenną śmietankę polskiej estrady i pisał piosenki, wykonywane przez największych gwiazdorów. Jego tango „Chwila wspomnień” wykonywał sam Mieczysław Fogg. – Tata dużo opowiadał o tamtych latach. Znał Fogga, Eugeniusza Bodo, przyjaźnił się z Zulą Pogorzelską – wylicza pani Lucyna.

I dodaje: – To dzięki rodzicom, którzy w domu rozmawiali po polsku, znam ten język. Jest zresztą warszawianką, urodziła się w polskiej stolicy w 1936 roku, i do dzisiaj czuje silną więź z Polską. Co roku z mężem wyjeżdża na wakacje do Polski.

Śladem dziadka

Zamiłowanie do polskiej kultury pani Lucyna pielęgnowała także po śmierci ojca. Jerzy Belzacki zmarł na raka w 1963 roku w Mińsku. – W czasach sowieckich prenumerowaliśmy „Przekrój” i „Kobietę i Życie” – mówi. W prasie tej Lucyna Chalip czytała o swoich idolach, którzy przyjeżdżali z koncertami do Mińska. – Mam wrażenie, że nie przegapiłam żadnego z nich – podkreśla. Pamięta mińskie koncerty Bogdana Łazuki, Ireny Santor i innych wykonawców.

Pani Lucyna ma żal z powodu tego, że jej ojciec i jego dorobek artystyczny został w Polsce zapomniany. Że nikt nie napisał jego biografii, że nie można kupić płyt z jego piosenkami. – Po wojnie naszą rodzinę na prośbę naszej krewnej odnalazł tylko Władysław Szpilman – wspomina.

Swoje sympatie do Polski pani Lucyna przekazała córce Irynie. Kilka lat temu na Balu Dziennikarzy w Warszawie wygłosiła ona po polsku toast skierowany do nieżyjącego ojca. „Nie uwierzyłbyś pewnie, że twoja Polska pod koniec stulecia nie będzie hitlerowska ani sowiecka, lecz wolna. Jeśli ktoś dzisiaj nie wierzy, że na Białorusi może dojść do zmian, niech spojrzy na Polskę”.

Podczas wyborów prezydenckich 19 grudnia Iryna Chalip wystąpiła u boku męża, kandydata na prezydenta, w walce o zmianę na Białorusi i uwolnienie jej od panowania „ostatniego dyktatora Europy”. Próba się nie powiodła i teraz Iryna Chalip i Andrej Sannikau czekają w areszcie KGB na proces.

Ofiarą władz jest także pozbawiony rodziców trzyletni Danił. Babcia Lucyna i dziadek Uładzimir nie mówią chłopcu, że mama i tata są w więzieniu. Powiedzieli, że wyjechali w delegację. – A czemu mnie ze sobą nie wzięli? – pyta chłopiec.

Apelują do Łukaszenki o uwolnienie więźniów politycznych

Fundacja Nasza Solidarność zaapelowała w liście otwartym do prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki o zwolnienie z aresztu zatrzymanych po wyborach prezydenckich w tym kraju, a w szczególności żony jednego z opozycyjnych kandydatów Andreja Sannikaua – Iryny Chalip.

W liście zaapelowano także o pozostawienie syna Sannikaua i Chalip – Danika Sannikaua do czasu uwolnienia jego matki pod opieką dziadków oraz umożliwienie mu częstego kontaktu z rodzicami, którzy od 19 grudnia przebywają w areszcie KGB w Mińsku.

Kilka dni po zatrzymaniu Sannikaua i Chalip Danikiem zainteresowały się organy opieki. Ich przedstawiciele przyszli do przedszkola, gdzie chodzi chłopiec. Wówczas babcia Danika zdecydowała się złożyć dokumenty, by uzyskać nad nim opiekę. Od czwartku jest jego prawnym opiekunem.

Przewodnicząca Fundacji Małgorzata Gosiewska powiedziała na poniedziałkowej konferencji prasowej, że nie można się godzić na to, co obecnie dzieje się na Białorusi. Jak mówiła, wielu Białorusinów chciało żyć z normalnym kraju, dlatego obecnie są w więzieniu. Ponad 30 osobom postawiono zarzuty organizowania masowych zamieszek i udziału w nich.

Gosiewska zachęcała do podpisywania się pod listem otwartym, który w niedługim czasie ma być przekazany ambasadorowi Białorusi Wiktarowi Gajsionakowi. List ma być dostępny na stronie internetowej www.naszasolidarnosc.pl, portalu społecznościowym Facebook w językach: polskim, angielskim, rosyjskim oraz białoruskim.

Pod listem podpisało się już kilkudziesięciu aktorów, dziennikarzy, muzyków, w tym m.in.: Hanna Banaszak, Ewa Bem, Ewa Dałkowska, Urszula Dudziak, Michał Lorenc, Krystyna Mokrosińska, Jerzy Zelnik.

Uczestnicy konferencji za pomocą telemostu połączyli się z matką Iryny Chalip, która obecnie jest prawną opiekunką swojego wnuka. Babcia Danika powiedziała, że jest jej przykro z tego powodu, iż córka z „wymyślonych” powodów pozostaje w więzieniu. Mówiła, że wprawdzie nie wie, czy list otwarty wpłynie na prezydenta, ale jest bardzo wdzięczna za pamięć o nich.

Z kolei Dzmitry Barodka powiedział na konferencji prasowej, że wielu jego przyjaciół, którzy tak jak on zaangażowali się w kampanię wyborczą Sannikaua, przebywa obecnie w więzieniu. Jak mówił, gdyby zdecydował się wrócić na Białorusi, to czekałby go taki sam los.

Podkreślił, że w związku z aresztowaniami wiele rodzin pozostało bez środków do życia. Wskazywał, że potrzebna jest także pomoc prawników, która – jak dodał – nie jest tania. Dlatego zachęcał do wpłacania na specjalne konto, z którego pieniądze zostaną przeznaczone na pomoc dla rodzin zatrzymanych.

(tw)

Gosiewska apeluje do Łukaszenki

Fundacja Nasza Solidarność zaapelowała w liście otwartym do prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenki o zwolnienie z aresztu zatrzymanych po wyborach prezydenckich w tym kraju, a w szczególności żony jednego z opozycyjnych kandydatów Andreja Sannikaua – Iryny Chalip.

Uczestnicy konferencji za pomocą telemostu połączyli się z matką Iryny Chalip, która obecnie jest prawną opiekunką swojego wnuka. Babcia Danika powiedziała, że jest jej przykro z tego powodu, iż córka z „wymyślonych” powodów pozostaje w więzieniu. Mówiła, że wprawdzie nie wie, czy list otwarty wpłynie na prezydenta, ale jest bardzo wdzięczna za pamięć o nich.

Z kolei Dzmitry Barodka powiedział, że wielu jego przyjaciół, którzy tak jak on zaangażowali się w kampanię wyborczą Sannikaua, przebywa obecnie w więzieniu. Jak mówił, gdyby zdecydował się wrócić na Białoruś, to czekałby go taki sam los. Podkreślił, że w związku z aresztowaniami wiele rodzin pozostało bez środków do życia. Wskazywał, że potrzebna jest także pomoc prawników, która – jak dodał – nie jest tania. Dlatego zachęcał do wpłacania na specjalne konto, z którego pieniądze zostaną przeznaczone na pomoc dla rodzin zatrzymanych.

zew, PAP

Rodzice kontra reżim

Ma trzy i pół roku. Od miesiąca nie widział swoich rodziców. Nie widział bo są w więzieniu. Jego ojciec był jednym z opozycyjnych kandydatów na prezydenta Białorusi. Aresztowano go razem z żoną. Ich syn, Danik, jest pod opieką dziadków, ale boją się, że władze im go zabiorą i umieszczą w domu dziecka.

Więcej na: http://tvp.info/wiadomosci/tematy/rodzice-kontra-rezim/3851816

Daniil Sannikow to 3-letni syn opozycyjnego kandydata na Prezydenta Białorusi Andreja Sannikowa. Ajego rodzice przebywają obecnie w białoruskim więzieniu, grozi im wyrok od 5 do 15 lat więzienia. Dzieckiem zajmują się dziadkowie, jednak „troskliwe” służby białoruskie robiły wszystko, by odebrać im dziecko i umieścić je w domu dziecka. W Dzień Dobry TVN przedstawiliśmy Wam sytuację rodzin białoruskich opozycjonistów.

Więcej na:

http://dziendobrytvn.plejada.pl/24,43028,wideo,,230841,dramat_malego_danilla,aktualnosci_detal.html