Haiti

7 w skali Richtera, epicentrum ok. 16 km od Port-au-Prince. Zarejestrowano wiele wstrząsów wtórnych, z których 10 przekraczało 5 w skali R. Zniszczeniu uległa większość histor. budynków w Port-au-Prince, m.in. Pałac Prezydencki, siedziba Zgromadzenia Narodowego i katedra Notre-Dame. Zniszczony szpital w Pétionville, na bogatych przedmieściach oraz większość placówek leczniczych w centrum miasta. Zniszczenia dotknęły też siedzibę ONZ oraz urzędy Banku Światowego. W Port-au-Prince zapanował chaos.

„200 tys. osób jednoznacznie uznano za zabitych” – oświadczył premier w rozmowie z agencją France Presse. 300 tys. ludzi jest rannych, „przebywa w szpitalach, ośrodkach zdrowia, lub ambulatoriach”, u 4 tys. osób trzeba było dokonać amputacji – mówił. Według słów premiera Haiti podczas wstrząsów zniszczonych zostało 250 tysięcy domów i około 30 tysięcy przedsiębiorstw. „W liczbach to katastrofa na skalę planetarną” – ocenił Bellerive. „To liczby najbardziej ekstremalne od 20 czy 30 lat” – powiedział, odnosząc się do innych kataklizmów na świecie. Jego zdaniem nie jest to klęska, z którą radzić powinno sobie samo Haiti.

Służba Geologiczna Stanów Zjednoczonych określiła tę klęskę żywiołową ze względu na jej rozmiary jako największą w dziejach Haiti. Według danych historycznych kraj ten od ponad 200 lat nie doświadczył podobnych kataklizmów. Ostatni odnotowany wydarzył się w 1751, ale nie był tak gwałtowny, jak obecny.

Decyzją Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w dniu 20 stycznia 2010 r.  wystartował samolot TU -154 z pomocą medyczną i humanitarną dla Haiti. Przygotowania do wysłania pomocy dla Haiti rozpoczęliśmy w Kancelarii Prezydenta już w dniu katastrofy, czyli 13 stycznia 2010 r. w godzinach wieczornych. Nawiązałam kontakt z Zakonem Kawalerów Maltańskich, Caritas Polska oraz Polską Misją Medyczną. Na 16 stycznia przygotowani byliśmy do wysłania szpitala polowego wraz z lekarzami oraz lekarstwami, środkami opatrunkowymi, namiotami i żywnością O naszej gotowości i przygotowaniach na bieżąco informowany był MSZ. Przekazywane też były sugestie aby pomoc dla Haiti organizować wspólnie i wysłać jednym samolotem. Niestety, decyzją rządu w dniu 15 stycznia br. samolot Tu-154M wystartował z Ciężką Grupą Poszukiwawczo- Ratowniczą. Samolot z ratownikami wystartował mimo braku zgody na lądowanie na Haiti, mimo sugestii płynących z Haiti o niecelowości wysyłania grupy poszukiwawczo- ratowniczej. W kilka dni po katastrofie bardziej potrzebni byli tam lekarze, leki i pomoc humanitarna. Po raz kolejny polityka wzięła górę nad dramatem ludzkim i zwykłym rozsądkiem.

Dzięki pomocy Zakonu Kawalerów Maltańskich udało się nawiązać kontakt z jednym ze szpitali w Port-au-Prince- Szpitalem pw. Św. Franciszka Salezego. Z uzyskanych informacji wynikało, iż jest to szpital bardzo zniszczony, jednak pracujący. Potrzeby szpitala w świetle tych informacji były olbrzymie. Mimo, iż szpital od lotniska oddziela jedynie ok. 8 km- nie dotarła tam żadna pomoc. Leki były na wyczerpaniu, podobnie środki opatrunkowe i woda. Nie było żadnej żywności dla opatrywanych rannych. Wspólnie z organizacjami pozarządowymi biorącymi udział w misji uznaliśmy, że szpital ten stanie się miejscem dostarczenia polskiej pomocy.

Informacje oficjalne dopływające z Haiti wskazywały na kompletną destabilizację kraju, brak koordynacji działań pomocowych, brak możliwości technicznych w zakresie rozładunku towaru, brak możliwości przewiezienia go z lotniska do miejsca dystrybucji. Ponadto ostrzegano o grożącym niebezpieczeństwie, zamieszkach na ulicach, padających strzałach, grasujących bandach, a z drugiej strony braku możliwości ochrony konwoju jak też ewentualnego szpitala polowego i lekarzy. Towarzyszył temu brak zgody na lądowanie na Haiti, co zmuszało nas do równoległego budowania logistyki na wypadek lądowania na Dominikanie. W tę atmosferę wpisywały się ostrzeżenia płynące ze strony MSZ jak też Państwowej Straży Pożarnej.

Zmuszeni zostaliśmy do korekty w zakresie wysyłanej pomocy. Warunki, jakie postawiono Kancelarii Prezydenta oraz brak możliwości zapewnienia bezpieczeństwa uczestnikom misji wpłynęło na decyzję o wycofaniu się z wariantu wysłania szpitala polowego nawet w okrojonej wersji oraz ograniczeniu uczestników misji do minimum Jednak nie można było zgodzić się na sugerowane przez MSZ rozwiązanie polegające na przewiezieniu pomocy i pozostawieniu jej na lotnisku. Już wtedy wiedzieliśmy, że tak pozostawiona pomoc nie dociera do najbardziej potrzebujących. To, co zobaczyliśmy na miejscu potwierdziło, że decyzja była słuszna.

Wieziona pomoc została ustalona na podstawie informacji uzyskanych ze Szpitala pw. Św. Franciszka Salezego oraz od organizacji międzynarodowych odpowiedzialnych za pomoc dla Haiti. Na pokładzie samolotu ostatecznie znalazło się ok. 8 ton pomocy, w tym sprzęt medyczny, leki, środki opatrunkowe, żywność (w tym wojskowe pakiety żywnościowe), namioty i prześcieradła.

I jeszcze jedna refleksja. Kiedy już zbieraliśmy się do powrotu, na lotnisku w Port-au-Prince lądował gruziński samolot transportowy z pomocą humanitarną dla Haiti. A przecież rok wcześniej taką pomoc woziłam właśnie do Gruzji. I kiedy Gruzini dziękowali mówiłam- nie trzeba dziękować, to normalne co robimy. Mam nadzieję że przyjdzie czas, kiedy to wy będziecie pomagać innym. Nie myślałam że czas ten nadejdzie tak szybko.